Luksusowy rezerwowy, czyli metodyk na zastępstwach

Co prawda początek roku w szkole językowej jeszcze przed nami, ale zanim “się zacznie”, myślę, że warto przemyśleć jeden aspekt z zakresu obowiązków metodyka, jakim jest… branie niespodziewanych zastępstw i wchodzenie na lekcje w roli “luksusowego rezerwowego”. Jeśli i Ciebie, metodyku, ten temat tak porusza, jak mnie, zapraszam do lektury.

Zakres obowiązków metodyka to chyba najbardziej rozległy i nieujednolicony temat z obszaru pracy w szkole (czy językowej, czy uczelni wyższej czy gdziekolwiek indziej). I tak, jak jeden metodyk odpowiada za rekrutację, onboarding, obserwacje, badanie potrzeb szkoleniowych i szkolenie zespołu lektorskiego czy placement nowych słuchaczy i pisanie czy kontrolę dokumentów szkolnych, tak niektórzy muszą zastępować nieobecnych nauczycieli, dlatego, by ich praca nie była rozpatrywana przez właściciela szkoły językowej jako koszt, a była choć w części uzasadniona przychodem. O mierzalności efektów pracy dobrego metodyka planuję napisać oddzielny tekst, ale teraz chciałabym się pochylić nad dwoma aspektami problemu niespodziewanych zastępstw widzianych oczami metodyka.

Pierwsza sprawa to przyjrzenie się potrzebom metodyka. Z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej zorganizowany metodyk, tym sprawniej i spokojniej działa cały ekosystem szkoły. Wyobraźmy sobie jednak, że na dany dzień mamy przewidzianą zaplanowaną wcześniej obserwację zajęć. Otrzymaliśmy już plan zajęć od nauczyciela, wszystko wpisane w kalendarz, głowa już też hospituje, a tu nagle cały plan burzy telefon o niespodziewanym zastępstwie. Przy mojej, z pewnością nieodosobnionej, potrzebie porządku, szacunku do nauczyciela i, jakkolwiek to nie brzmi, metodycznym, czyli zorganizowanym na co dzień działaniu, takie zastępstwo jest trudne do “przełknięcia”, nawet jeśli z ludzkiego punktu widzenia rozumiem, że są różne niespodziewane powody, dla których nauczyciel nie może poprowadzić zajęć. I choć rozumiem też biznesowy aspekt całego zdarzenia, to będę stać na straży zdania, że w pracy metodyka chodzi o to, by znać swoje “dlaczego”, czyli wiedzieć, jakie powody stoją za tym, że jest się metodykiem. Jeśli traktuję pracę jako misję w towarzyszeniu drugiemu człowiekowi w rozwoju, to wiem tym samym, że w opisanej wyżej sytuacji, z uwagi na newralgiczny charakter obserwacji i późniejsze konsekwencje nieprzyjścia na nią, które mogą mieć wpływ na relację z nauczycielem, mówię trudno i działam w zgodzie ze sobą, czyli idę na obserwację. Ale co jeśli właściciel szkoły językowej ma wymagania, by szkoła nie ponosiła strat w związku z odwołanymi zajęciami? To jest właśnie kwestia umowy, przedstawienia i wyjaśnienia wzajemnych oczekiwań, które jak najbardziej (i jak najszybciej) należy poruszyć i ustalić, by uniknąć późniejszych nieporozumień.

Druga sprawa to przyjrzenie się temu, jak się czujemy z tym, że wchodzimy na zastępstwo, często nie mając możliwości solidnego przygotowania materiału. Coś w rodzaju wchodzenia w rolę strażaka gaszącego pożary. Słyszałam od wielu metodyków, że ten problem wraca jak bumerang, a rozwiązanie jest jedno – rozmowa i wzajemna otwartość na argumenty obu stron. Z doświadczenia powiem, że kończy się różnie, bowiem ostatnie słowo zazwyczaj ma właściciel szkoły, ale zachęcam Was do tego, byście mówili o Waszej perspektywie, a i sami zastanawiali się nad gotowością do podejmowania zadań, z którymi nie jest Wam po drodze. Najgorzej bowiem, jeśli udamy że problemu nie ma. Wówczas ucierpi na tym nie tylko szkoła (uczniowie, relacje z nauczycielami), ale przede wszystkim Wasze poczucie sensu.

One thought on “Luksusowy rezerwowy, czyli metodyk na zastępstwach”

  1. Pani Magdo, polecono mi niedawno lekturę Pani artykułu ‘Luksusowy rezerwowy’, który przeczytałam z zainteresowaniem. A ponieważ temat również mnie porusza, zaś mój punkt widzenia jest nieco inny, pozwolę sobie na mały komentarz.
    Zaskoczyła mnie przede wszystkim fraza ‘luksusowy rezerwowy’. Czy zastępstwo z metodykiem jest ze swej natury aż tak wyjątkowym doświadczeniem dla słuchaczy, że zasługuje na miano luksusowego? Będąc nauczycielem poczułabym nieprzyjemne ukłucie słysząc tego rodzaju słowa z ust metodyka.
    Po drugie, dyrektor szkoły to też człowiek, który ma określone potrzeby, oczekiwania i także zwyczajne ludzkie ograniczenia. Często sam ma również rodzinę, dzieci i pracuje znacznie dłużej niż 40 godzin tygodniowo. Jest swego rodzaju zderzakiem, w który uderza większość problemów szkoły. Świadomość, że ma w zespole ludzi, na których może liczyć w trudnych sytuacjach, którzy przejdą z nim tę przysłowiową ‘extra mile’ jest naprawdę cenna. Takie rzeczy się pamięta i z przyjemnością docenia.
    Po trzecie, żadna firma nie zatrudnia pracowników wyłącznie po to, by stwarzać im możliwości rozwoju i samorealizacji. Owszem, jest to ważne, trzeba o nich dbać i doceniać, bezwzględnie szanując przy tym ich życie prywatne – ale w gruncie rzeczy na pewnym poziomie firmy zatrudniają ludzi przede wszystkim, by brali współodpowiedzialność za sprawne funkcjonowanie organizacji. Także wówczas, gdy trzeba stawić czoła trudnym i nie do końca komfortowym sytuacjom. Inaczej po prostu się nie da.
    Po czwarte, pisze Pani, że swoją pracę traktuje jako misję w towarzyszeniu drugiemu człowiekowi w rozwoju. Misją i zadaniem dyrektora/właściciela szkoły jest z kolei dbanie o sprawne funkcjonowanie organizacji, jej zespół, wizerunek oraz zapewnienie ciągłości nauczania oraz płynności finansowej, by na koniec miesiąca wszyscy otrzymali wynagrodzenie. To także kwestia odpowiedzialności za ludzi, którzy związali się zawodowo z daną organizacją i tu zarabiają na utrzymanie swoich rodzin. Niestety nie zawsze można pozwolić sobie na komfort wykonywania li tylko zadań, z którymi jest nam po drodze. Często trzeba po prostu zakasać rękawy i robić to, co trzeba zrobić, aby, na przykład, szkoła mogła wywiązać się z umowy z klientami i zakończyć kursy przed rozpoczęciem wakacji.
    A jeśli mowa o pożarach, chyba jednak lepiej je gasić. Pozwalanie, by płonęły ma zazwyczaj negatywne konsekwencje dla całej organizacji i może doprowadzić do jej destrukcji, a sprowadzanie tematu do ‘wymagań właściciela, by szkoła nie ponosiła strat w związku z odwołanymi zajęciami’ jest bardzo, bardzo dużym uproszczeniem. Reasumując, zachęcanie początkujących metodyków do tego rodzaju asertywności niekoniecznie jest dobrą radą: dyrektor/właściciel szkoły może również dojść do wniosku, że powinien dbać o własne granice i poczucie sensu, a z taką postawą nie do końca mu po drodze.
    Zastępstwa są stałym elementem rzeczywistości każdej szkoły językowej: były, są i będą. Są uciążliwe, dezorganizują pracę szkoły i dla nikogo nie są komfortowe. Znam jednak fantastycznych metodyków, którzy traktują je jako możliwość lepszego poznania grup oraz dowiedzenia się z u źródła, jak układają się relacje słuchaczy z lektorem. Jak trafnie stwierdził Paweł Fortuna, kiedy życie daje nam kwaśne cytryny, możemy zrobić z nich lemoniadę. Lub nawet zasadzić pestki i wyhodować piękną roślinę :)..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Close

O mnie

Magdalena Kaźmierkiewicz

Prywatnie - mama Małej Despotki (Karolki) i Pana Radosnego (Joachima) oraz żona Piotra, który wciąż inspiruje mnie do działania. Z wyboru - metodyk nauczania języków obcych (TE Sokrates), z pasji - twórca programów szkoleniowych (PASE 2018-19, IATEFL Poland 2019-). Nigdy nie brakuje mi pomysłów i energii, choć kawę uważam za napój życia :) Współtwórczyni startupu Fairylane - laboratorium twórczości aplikacji mobilnych do nauki języków. Na łamach bloga chciałabym podzielić się z Tobą wybranymi aspektami swojej pracy, a także osobistymi przemyśleniami. Miłej lektury!

Archiwa